safija36 | e-blogi.pl
Blog safija36
Długa nieobecność 2018-01-15

Za dużo się nie działo, zapewne z tego powodu rzuciłam się w wir prawdziwego pracoholizmu. Sylwester był wspaniały, z przyjaciółmi nad grą planszową Talizman. Nawet James zniknął na jakiś czas. Teraz wraca, jak zawsze. Przy okazji wywołał zapalenie przyczepów mięśniowych klatki piersiowej. Nie polecam, bardzo uciążliwe. Boli przy drugiej pompce, boli gdy się szybciej pójdzie. Takie przeboje. Oby reszta roku była lepsza. Teraz czas na spóźnione życzenia - zdrowego Nowego Roku dla wszystkich - o ile ktoś to w ogóle jeszcze czyta


Szkice dnia codziennego - Klinga 2017-11-26

„Klinga”


 


Po jej smukłej stali, powstałej w pocie czoła z przepracowanych rąk, płynie kropla krwi…. …………………………………….. Dociera do ostrza i spada w dół, rozbijając się. W zależności od podłoża zastyga, bądź wchłania się.


Jej samotność zazwyczaj trwa krótko. Wkrótce dołączają do niej jej bracia i siostry. W zależności od pochylenia klingi oraz panującego wiatru, szybciej bądź wolniej spadają. W końcu wszystkie rozbijają się tworząc plamę. Czerwoną plamę krwi, w której odbija się rozpacz istoty ludzkiej, która sama sobie tą klingę wbiła.


Mówi się, że miecz, albo jak kto woli nóż, wbijają nam inni, ale ostatecznie my sami trzymamy za rękojeść. Z wystraszonymi oczami patrzymy w pustkę, która została po „niby” niezmywalnej rozpaczy.


W akcie desperacji wbijajmy klingę głębiej, próbując przyspieszyć wolność od wszystkiego. Lecz zamiast tego rodzi się ból, a nawet żal. Nieubłagany czas wydłuża się, pokazując wartość życia. Tylko czemu tak  późno to robi…………………………………………………….


          Odwaga, zmarnowała się. Skrócone życie jęczy pod naciskiem zimnej stali. Ona przeżyje, powędruje do innych rąk zachwycając swoją smukłością. Nikt się jej nie zapyta ile śmierci widziała? I Ile w tym było tych właściwych, nie zadanych własną ręką. Chociaż, czy można jakąkolwiek śmierć, poprzez stal, nazwać właściwą?


Płynie kolejna strużka krwi, rękojeść się trzęsie od zaciskającej ręki. Sama klinga zaczyna się modlić o przeżycie, nie wierząc w to, że dół jest aż tak wielki. Światło nadziei zawsze się gdzieś pali, ale nie każdy zdoła je odkryć zanim zada cios. Później sam żałuje w słonych łzach i patrzy jak bezsilne ręce ześlizgują się, opadając na sam dół. „Jeszcze wszystko będzie dobrze… Bo po nocy przychodzi świt” szepcze serce ostatnim uderzeniem i gaśnie, jak wszystko wokół. Pojawiają się ciemności, a co za nimi? Tego nikt nie wie. Wiadomo jednak co zostaje. Niedokończone życie, niespełnione marzenia, bezpańskie uczucia i szloch najbliższych.


 


Ludzka istoto tonąca w rozpaczy, czy to na pewno jest tego warte?


Co by było gdyby 2017-11-01

Co by było gdyby Ciebie śmierci nie było?


Kim byśmy się stali?


Maszynom podobni nie potrzebowalibyśmy miłości, przyjaźni


Na co komu samorozwój, gdy klepsydra czasu nie odlicza


Gdy dni płyną nieprzerwanie, ciało się nie starzeje


Można poświęcić się rozrywkom, przyjemność, po co wiedza, po co wysiłek


Czym jest poświęcenie życia dla kogoś?


Skoro życie wartość by straciło – wieczne jest nic nie warte.


Bez ciebie śmierci, życie traci swój blask


Przestaje być kometą rozświetlającą świat.


Szkice dnia codziennego część 4 2017-10-29

„I’ am”


 


Jestem każdym słowem, które do mnie wypowiedziano. Pochwałą, przekleństwem, przywitaniem, obelgą, pożegnaniem.


 


Jestem każdym gestem, który mi podarowano. Dobrym, złym, nijakim…… Od pocałunku po krwiaki i złamane kości.


 


Jestem wszystkimi uczuciami jakie we mnie wpajano. Szacunkiem, strachem, miłością i nienawiścią oraz mnóstwem innych emocji. Jeden wielki chaos, oto ja, ból w prawej ręce, radość w lewej. A w środku? Jedna wielka, poplątana droga, nie wiadomo, w którą stronę iść. Drogowskazy rozpadły się w pył…… Zdarza się.


 


Jestem jak kawałek gliny, formowany przez niezliczoną parę rąk. Tu się coś doda, tam utnie, przecież jakiś kawałek zawsze zostanie.  Nie ma się co przejmować.


 


Jestem każdym spojrzeniem, i dotknięciem jakie kiedykolwiek napotkałam na swej drodze.  Kawałek po kawałku, zlepek wszystkiego. Skrzynia zamknięta na kłódkę, do której wciąż upycha się kolejne fragmenty mnie.


 


W moich żyłach płynie muzyka, a w głowie cudze myśli, pragnienia, marzenia i obietnice. Szukam możliwości ich spełnienia, może po drodze, w jakimś kącie znajdę też swoje. 


A jak nie, to trudno. Kiedyś się po prostu otworzę i rozsypie


na miliony słów, uczuć i nie tylko. Jeśli wtedy coś zostanie nienaruszonego, to może w końcu będę to ja i tylko ja.


Szkice dnia codziennego część 3 2017-10-13

"W poszukiwaniu deszczu"


 


         Szukam deszczu, co oczyści moją duszę. Tak ciężka już jest.


Aż dziw mnie bierze, iż wciąż mogę pływać. Niewidzialne kamienie ugniatają mnie gdzieś w środku. Sumienie milczy umywając od tego swoje ręce. Jak okręt trafiony torpedą w samą maszynownie, idę na dno, chodź wcale nie tonę.


         Szukam deszczu, co oczyści moją duszę. Zmyje z niej całą rozpacz, smutek… i rozczarowanie… ludźmi i swoją własną osobą. Swym teatrem, maską zmienianą codziennie jak ubranie. Grą na pokaz, nawet gdy scena świeci pustkami.


         Szukam deszczu, co odkryje moją twarz. Zmyje z niej cały niewidzialny makijaż, ujawniając prawdziwe rysy, może nawet szczere łzy jeśli jakieś jeszcze są. Najwyżej zostanie nic, pusta plama zamiast twarzy.


         Szukam deszczu, co oczyści moją duszę z ciężkich plam, które nic nie ważą. Z kurzu jaki oplata moją powłokę, chodź wciąż się poruszam.


         Szukam deszczu, co oczyści mnie z samej swej osoby…..i zostawi jako tlący się płomień pasji. Świecący pomimo burz na horyzoncie.


 


 


„Kiminsignificantribute”


 


Dla Ciebie walczę, zostawiając ostatnią krople krwi na białym płatku życia.


Dla Ciebie umieram, by Twoje marzenia stały się prawdą.


Dla Ciebie się poświęcam, gdyż Ty mi jesteś jedyną gwiazdą, celem, sensem istnienia.


 


Moje ciało osłoni Cię, jak tarcza. Nie przepuszczę nawet samej śmierci.


Z siebie ofiarę złoże abyś mógł wiecznie żyć, a ja w Tobie.


Oddam Ci wszystko, ponieważ Ty mi wszystko dałeś.


Ciepło drugiego człowieka,


pierwszy uśmiech słońca


i łzy księżyca.


 


Dla Ciebie nie poddam się.


Dla Ciebie zwalczę zło tego świata.


Dla Ciebie umieram, by na zawsze pozostać w Tobie.


 


Gdziekolwiek będziesz, mój duch będzie trwać obok Ciebie.


Ramie w ramie, razem przez życie przejdziemy.


Serce twe moim domem, pamięć życiem wiecznym.


Oddam Ci wszystko, ponieważ Ty mi wszystko dałeś.


Oczy pełne akceptacji,


słowa zrozumienia


i siłę wiary.


 


Teraz dla Ciebie umieram. Ostatnim oddechem wołając:


„Wybacz mi, jeśli Cię w czymś zawiodłem!”


 


 


Gdzie takich ludzi teraz szukać?


Znajdują nas sami, chociaż ich nie dostrzegamy.


Małe perełki tonące we mgle codzienności.


Wielcy ludzie w małym świecie.


Szkice dnia codziennego część 2 2017-09-22

„Po twoim trupie”


 


       Czerwona kropla lśni w półcieniu. Z gracją spływa po stali, pozostawiając małe ślady swej egzystencji. Na chwilę zawiesza się


na czubku ostrza ukazując w pełni swe okrągłości. Potem spada w dół, w zwolnionym tempie – specjalnie dla mnie.


Kap, kap… kolejna kropla poszerzyła kałuże krwi, jej zapach unosi się w powietrzu.  Kap, kap... a więc tak ucieka życie z ludzkiego ciała. Powoli:


 


Kap….. z tą kroplą odebrano Ci marzenia


Kap….. z tą bliskich i przyjaciół


Kap….. wszystko, co masz


Kap….. wszystko, co mogłeś mieć


Kap….. oddech, bicie serca, życie.


 


Kap…..  to już zwykła kropla krwi wypływająca z martwego ciała. Patrzę w Twą zastygniętą twarz i myślę, ile ludzi mogłeś jeszcze uratować, choćby przez dobre słowo? Ile łez po tobie się poleje?


Ilu ludzi nigdy nie podniesie się z rozpaczy, tylko dla tego, że ktoś


za wszelką cenę chciał mieć twój portfel, komórkę, a może po prostu karierę.


       Jest półcień, klęczę nad twym ciałem i boję się iść dalej tym korytarzem, zwanym życiem. Wiem, że znajdę tu więcej ciał,


a na nich ślady ludzi, którzy przeszli po trupach do swego celu. Przecież jest miejsca tu dla nas wszystkich, więc czemu krew


jest tu podłogą?


       W kącie leżą niemi świadkowie. Naostrzone noże przecinające linie życia prawdziwą stalą. Najbardziej mnie jednak niepokoi


to ostrze, leżące u twych stóp, zbudowane z samych słów. 


 


„Mrok duszy świata”


 


    Słyszę jęki tego świata wołające o sprawiedliwość. Wycie ludzkich, nieszczęśliwych serc pragnących miłości, i grama romantyczności


w swym szarym życiu. Marzenia uwięzione w baśniach.


Pokaż mi chociaż jednego szczęśliwego człowieka, co nie splamił swego oblicza łzami…. Świat w nich tonie. Słona powódź zmywa, kiedyś jasne, uśmiechy. Wykrzywia usta w nienaturalnym bólu.


Wargi drżą, oczy robią się szkliste.


Nie, nie drogie dziecko, nie wolno Ci płakać publicznie. Przecież wszyscy muszą widzieć, żeś szczęśliwym człekiem. Nawet gdy Twoja dusza wyje jak zranione zwierzę, serce rozpadło się na miliony kawałków. Wystarczy wziąć miotłę, szufelkę i pozamiatać


to wszystko, prosto do kosza.


     Zastygła maska uśmiechu, pusta skorupa idzie ulicami miasta. Pozdrawia martwymi oczami otchłań idącą znad przeciwka, na dwóch nogach.


     Widzę cierpienie tego świata, czuje jego namacalne kształty. Mogę je wręcz dotknąć w zastygłym powietrzu.


Pokaż mi chociaż jednego człowieka, którego ręce nie będą pokryte krwią czyjś marzeń. Zbudować drugą osobę w pięć sekund z swych drwin i głosić je. Kąpiel w łzach, otchłań pustki zwanej oczami,


z których wyssano nadzieje.


Tak, tak moje dziecko, to dobrze robi na cerę. Jak dobrze idzie się po plecach innych ludzi. Cenne buty nie brudzą się od pyłu. Od tego


jest twarz bezimiennego.


     Mówią, że nadzieja umiera ostatnia, ale robi to tak powoli i boleśnie, że po niej nie zostaje nic. Tylko cisza.


Powrót nanosrebra i złota 2017-09-12

Dla wszystkich atopówek mam garść wieści!


 


1. Prowadzenie samochodu na dłuższą metę obdziera atopówkowe ręce ze skóry, niedawno sama to przeżyłam. Po 5 godzinach jazdy, z przerwami, dotarłam do celu krwawiąc z obu dłoni. Jednak obmyśliłam dwa wyjścia na to: kierownica obita skórą jest o wiele łagodniejsza dla chorych rąk; drugie rozwiązanie to rękawiczki, które nas nie parzą, bez palców. Wtedy jest zapewniona stała wentylacja skóry.


2. Firma nanobeauty wypuściła serie produktów z nanotechnologii, w tym nanosrebro i nanosrebro połączone ze złotem. To drugie bardziej się opłaca, zwłaszcza w spryskiwaczu aplikowane bezpośrednio na chore miejsca, właśnie testuje ten wynalazek. Podobno ma działać odkażająco i regenerująco. Jednak firma w ofercie ma też krem Renu28 (wspominałam o nim niedawno), drogi.... cholernie drogi! ale skuteczny. Krem ten przyśpiesza regenerację. Użyłam go po dotarciu do celu - po tej nieszczęsnej 5 godzinnej przygodzie w aucie. Następnego dnia rany były zamknięte. W sumie to aplikuje codziennie wieczorem chociaż trochę, żeby skóra w miarę się goiła. Dzięki temu nie krwawię, odpada mi skóra, ale nie leje się krew, to zawsze jakiś postęp.....


3, Dobrze nawilżający krem Mediderm można kupić w aptekach, ostatnio natknęłam się na wersje 1kg - 30 parę złotych! Prawdziwy raj dla kogoś kto zużywa tyle kremu w tydzień xD


 


Gdybyście mieli jakieś pytania piszczcie śmiało, żadna atopówka nie powinna być sama z tym problemem!


Resztki z dna szafy 2017-09-05

Ból roznosi się po moim ciele


Może w końcu moje serce zabije


Rozniesie krew po martwym drzewie


 


Nie warto było otwierać


Pusta wiadomość


Martwa nadzieja


 


Nikt nie wzywa


Pusty mój czas


Umysł zarastają pajęczyny


Oczy mętnieją


Nikt nie wzywa


Życie milczy


Gdy będę miał drugie życie 2017-08-25

Gdy będę miał drugie życie


zostanę kamieniem na środku świata.


Czas będzie mnie omijać,


nic nie dosięgnie mojego serca.


Niczym pomnik mijających wieków,


będę słuchać ludzkich lamentów.


Wiatr otuli mnie deszcz umyje,


słońce czasem rozbawi.


Bólu nie poczuje,


gdy zacznę się kruszyć.


Z jednego kamienia


w tysiące się zamienię,


a wiatr rozniesie moją pamięć


i ból po całym świecie.


Będę jednocześnie wszędzie


i nigdzie.


Szkice dnia codziennego część 1 2017-08-17

Obiecałam jakiś czas temu, że będę wstawiać co jakiś czas swoje stare eseje siedzące zakurzone gdzieś na półce.


Dzisiaj pierwsze dwa, acz pisałam je zawsze w stanie wzburzenia - jakbym chciała pozbyć się uczuć poprzez zamknięcie ich w słowach.


 


„W poszukiwaniu siebie (spacer z ...)”


 


      Boli mnie głowa, leże w łóżku, nic mi się nie chce.


Moje ciało jęczy. Każdy mięsień wykrzykuje swoje skargi.


Wczoraj był mój pierwszy trening. Wiedziałam, że będę błaznem, ale nie wiedziałam, że aż takim.


Upokorzenie, mętlik myśli. Nie chciane wspomnienia i słowa ciążą mi. Boli mnie głowa.


……. -  To wyjdź. Wyjdź na zewnątrz. Niech Twoje nogi idą tak, jakby iść nie miały wcale.


      Więc idę, a każdy krok sprawia mi ból. Głowa się kiwa, czyżbym miała beton zamiast mózgu?!


……. – Nie myśl o niczym. Po prostu idź w nieznane.


Nie planuj drogi, po co Ci to? To inny świat tego samego miejsca. Każdy skrawek jest znany i jednocześnie nieznany…


Idź, po prostu idź razem z wiatrem wśród wilgoci.


      Wciąż boli mnie głowa. Nie wiem nawet, która godzina.


……. – Uwolnij się z tego zamkniętego świata liczb.


Nie ważne, która jest godzina. Nie ważne jaki dziś dzień. Jesteśmy tu tylko Ty, ja i wiatr.


      Idziemy wciąż przez małe osiedle domków z ogródkami. Wszędzie panuje ład i prządek, ale gdzie jest miejsce na spontaniczność? Gdzie miejsce na naturę?


Zamykam oczy. Wiatr bawi się moimi włosami Jest mi lżej, głowa powoli przestaje mnie boleć. Z mojej kieszeni dobiega mnie dźwięk smsa. To piosenka „Now We Are Free” Hansa Zimmera z filmu „Gladiator”. Idę dalej śpiewając,


aż piosenka się skończy. Jakby się ktoś pytał, to jestem teraz w świecie wiatru i wilgoci, tam gdzie liczby nie mają żadnego znaczenia.


……. – Jesteś dzieckiem natury, nic tego nie zmieni.


 


      Idę dalej powtarzając na głos słowa: Tsi – rozum, Chi – mądrość, Jin – dobroć, Yu – odwaga, Daisuki – miłość, Kokoro – serce. Następnie przystaje obserwując kota, najprawdopodobniej dachowca. Nie ma obróżki. Zwierzak nic sobie z tego nie robi. Wącha chodnik. Chce się go spytać co czuje, czego ja nie czuje, ale już pomknął dalej, w nieznane.


      Brakuje mi już tylko deszczu, by całkowicie się oczyścić, zmyć to z siebie.


……. – Tyle różnych okien, domów wokół. Tyle różnych światów w świecie. Teatrów w teatrze.


      Nie wiem kim jestem. Tyle dróg rozpoczęłam, i teraz nie wiem , którą pójść… W którym miejscu zaczyna się ja


a w którym tylko maska?


……. – Twój duch i ciało muszą się równoważyć, osiągnąć jedność wewnątrz Ciebie. Spokój wart jest poświęceń.


      Horyzont, niekończący się horyzont przed nami. Już wiem, kim jestem.


……. – Więc powiedz mi to.


      Jestem wiatrem niesionym na prawo i lewo, który czasem próbuje udawać, że jest kamieniem.


 


 


 


„Otchłań smutku  (rozmowa z …)”


 


- Jestem ostatnią osobą, z którą powinieneś być


 


(…) – Jesteś ostatnią osobą, z którą powinienem być


 


- cierpienie jest częścią życia


 


(…) – cierpienie jest częścią życia. Co nie znaczy, że musisz cały czas cierpieć


 


- wiem, albo tak mi się zdaje, że wiem. Brak czasu, obowiązki, zamknięte w ramach życie, zamienia mnie w maszynę. Zapominam o innych……….. Czasem jednak trzeba się naoliwić, wymienić części, zasnąć. Uczucia wtedy mnie atakują, z zdwojoną siłą. Pod osłoną nocy zaczynam płakać, kiedy nikt nie widzi,


 


(…) – kostnieją Ci dłonie


 


- wieje zimny wiatr


 


(…) – kostnieją Ci dłonie


 


- nie czuje palców


 


(…) – ważne, że ja je czuje


 


- to dziwne uczucie, czuć własny puls w palcach, jakbym trzymała swoje życie w dłoni


 


(…) – więc trzymaj je mocno, w obu dłoniach i nie puszczaj


 


- „Please wake me up”


 


(…) – chciałbym, i tak bardzo jak chce, tak bardzo nie mogę Cię obudzić z Twego życia


 


- stoję zawieszona pomiędzy dwoma światami. W żadnym twardo nie stojąc. Wyciągam rękę przed siebie, obraz zamazuje się


 


(…) – sięgnij w głąb, ponad toń wody


 


- mam za krótką rękę


 


(…) – złap rzeczywistość, złap życie


 


- tone


 


(…) – woli brak


 


- nie, siły i chęci już nie mam


 


(…) – a więc toń. Niech woda w kryształ się przemieni i zatrzyma radość życia w Tobie


 


- chciałabym wrzasnąć tak głośno, by fundamenty świata zadrżały, by mój skowyt usłyszał cały świat i roztrzaskał się w drobny mak.


Stanąć wśród ruin żywych, poczuć się jedynym prawdziwie martwym.


 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]