safija36 | e-blogi.pl
Blog safija36
Bezkres 2018-07-18

Wiem, że nic nie znaczę


chociaż wciąż próbuje coś zmienić


Nie mam narzędzi


tylko swoje ręce


swój czas


swoją dumę


WAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA


krzyczę pośrodku morza blasku


światła miasta ignorują mnie


bezkształtne masy płyną dalej


wszędzie króluję dźwięk


w mojej głowie cisza


dotykam ścian


falują


myślą zmieniam świat


swój własny świat


Szkice dnia codziennego część 5 2018-05-12

„Kolorowe koperty”


 


       Urodziny, imieniny, święta, pełne radości dni. Wszystkie zapisane na kolorowych kartkach. Pismem własnym, bądź masowo drukowanym. Czytam na nich: „wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności!” i tym podobne. Puste słowa……….   


       Śliczne kwiatki, złote ozdóbki, piękne wstążeczki, idealne kartki, a jednak napawają obrzydzeniem….. Sztuczność przez nie woła, masowość o swe żniwo się dopomina. Chwila radości przy otwieraniu, a potem, wieczne zapomnienie. Okruchy radosnych dni, wywołują ból, oczy odmawiają czytania druku. Całość, jak zwykle rzucimy w kąt i zamknięty w jakieś wielkiej kopercie. Kurz pokryje wdzięczne napisy, a kolorowe koperty polecą dalej. W końcu po co marnować makulaturę? Posłużą za opakowanie do innych życzeń, albo będą chronić listy podczas podróży, Ktoś je odbierze i rozszarpie dla dostania się do zawartości. Jak głodne hieny padlinę. Ale kto się tym przejmie, kto pomyśli o tym, że wrzucając nic nie wartą pocztówkę sprzed lat do schowka wrzuci tam również swój charakter. Zapis chwili, przyjaźni, marzeń i planów, utraconych sensów istnienia……  Kto pomyśli o tym, że w martwych napisach może tkwić życie, szczere i tak odmienne od szarej rzeczywistości. Pisane ręką serca…….


       Z drugiej strony, ileż to razy słysząc życzenia widzi się szyderczy uśmiech nienawiści, ukryty pod krzywo wyszczerzonymi, białymi zębami. Zamiast powiedzieć co myślimy, gramy dalej tą szopkę. Operę mydlaną, tragiczną komedie, zakładając kolejną maskę


i powtarzając do bólu nudne formułki okolicznościowe. Do bólu fałszywe. Serdeczny uścisk dłoni, mała pochwała, prezent, który ma się ochotę wypełnić arszenikiem, czułe pożegnanie, trzask zamykanych drzwi, parę kroków, za pierwszy róg, fala przekleństw oraz złorzeczeń przeszywa powietrze. Świat za maskami się chowa, wokół których tańczymy jak nam akurat wypada, zakładając przy tym swoją maskę. A gdzie prawda? Gdzie charakter? Gdzie my sami? Ukryci wewnątrz jesteśmy, zagubieni na scenie życia, wśród tysięcy masek. Kolorowe stroje, muzyka, nogi poruszają się w rytm tego co wypada. I z całych sił staramy się być jeszcze gdzieś sobą. Aż w końcu nasza maska wrasta w skórę, staje się twarzą………. ……….


Czy to wszystko naprawdę jest warte utraty nas samych, naszego charakteru, tego co w nasz najcenniejsze?


Czy to wszystko naprawdę jest tego warte?


Niewoli w masce……………………………………………..


James vs testy alergiczne 2018-02-23

Wszystkie alergie, wcześniej czy później muszą zostać nazwane. Czasem to pomaga poradzić sobie z alergią, czasem nie - zwłaszcza gdy dowiadujemy się, że otwarcie okna można nas zabić bo natura, powietrze, etc...


Podejście do testów zarówno zwykłych, jak i płatkowych, wymaga odstawienia leków przeciwalergicznych na okres około 2 tygodni. Pierwsze co alergikowi przychodzi wtedy do głowy to katar - i nie myli się. Dlatego do okresu przygotowawczego warto podejść w jakimś terminie luźnym żeby posiadać czas na niespodzianki.


Z Jamesem zdecydowała się na ferie i rzeczywiście, była niespodzianka za niespodzianką:


- katar


- swędzenie, przeraźliwe swędzenie wszystkiego! Chciałam sobie zrobić dziurę w głowie drapaniem


- zerowa odporność - alergia to stan zapalny skóry, a stan zapalny osłabia odporność, więc co za tym idzie ustawił się rząd infekcji z virusem na rogówce jako wisienką na torcie. Warto więc zadbać o siebie i zjadać dużo witamin i samemu walczyć o odporność


- brak odporności pociągnął za sobą senność - przesypiałam noc i większość dnia


 


Mniej więcej dwa tygodnie tak wyglądały non stop, więc kto podchodzi do testów niech dobrze wybierze okres bez leków!


Chwile 2018-01-30

życie - jak pięknie to brzmi. Złożone z sukcesów, porażek, miłości i szczęścia, chwilami przeplatynymi smutkiem. Tak pięknie z boku wyglądasz życie - darze dla ludzkości. Niczym szansa na dokonanie niemożliwego spływasz na nas i  zostajesz na jakiś czas. Kusisz lepszym jutrem,  związkiem, humorem - lepszym wszystkim. Im jednak dłużej ze mną jesteś tym bardziej przypominasz mi rzekę. Spienioną o wartkim nurcie. Każesz mi dawać z siebie wszystko i zawsze żądasz więcej i więcej. W ciemnych odmętach Twoich objęć dni są codzienne przepełnione troską, bólem i zmartwieniami. Kiedy sądzę, że utonę - Ty pozwalasz złapać mi chwilę w której ktoś mnie przytuli, zrozumie, coś mi się uda. Znowu uznam, że mogę zmienić świat, że wszystko jeszcze przede mną.. a potem chwila mija i znowu jest szaro i smutno.   


Długa nieobecność 2018-01-15

Za dużo się nie działo, zapewne z tego powodu rzuciłam się w wir prawdziwego pracoholizmu. Sylwester był wspaniały, z przyjaciółmi nad grą planszową Talizman. Nawet James zniknął na jakiś czas. Teraz wraca, jak zawsze. Przy okazji wywołał zapalenie przyczepów mięśniowych klatki piersiowej. Nie polecam, bardzo uciążliwe. Boli przy drugiej pompce, boli gdy się szybciej pójdzie. Takie przeboje. Oby reszta roku była lepsza. Teraz czas na spóźnione życzenia - zdrowego Nowego Roku dla wszystkich - o ile ktoś to w ogóle jeszcze czyta


Szkice dnia codziennego - Klinga 2017-11-26

„Klinga”


 


Po jej smukłej stali, powstałej w pocie czoła z przepracowanych rąk, płynie kropla krwi…. …………………………………….. Dociera do ostrza i spada w dół, rozbijając się. W zależności od podłoża zastyga, bądź wchłania się.


Jej samotność zazwyczaj trwa krótko. Wkrótce dołączają do niej jej bracia i siostry. W zależności od pochylenia klingi oraz panującego wiatru, szybciej bądź wolniej spadają. W końcu wszystkie rozbijają się tworząc plamę. Czerwoną plamę krwi, w której odbija się rozpacz istoty ludzkiej, która sama sobie tą klingę wbiła.


Mówi się, że miecz, albo jak kto woli nóż, wbijają nam inni, ale ostatecznie my sami trzymamy za rękojeść. Z wystraszonymi oczami patrzymy w pustkę, która została po „niby” niezmywalnej rozpaczy.


W akcie desperacji wbijajmy klingę głębiej, próbując przyspieszyć wolność od wszystkiego. Lecz zamiast tego rodzi się ból, a nawet żal. Nieubłagany czas wydłuża się, pokazując wartość życia. Tylko czemu tak  późno to robi…………………………………………………….


          Odwaga, zmarnowała się. Skrócone życie jęczy pod naciskiem zimnej stali. Ona przeżyje, powędruje do innych rąk zachwycając swoją smukłością. Nikt się jej nie zapyta ile śmierci widziała? I Ile w tym było tych właściwych, nie zadanych własną ręką. Chociaż, czy można jakąkolwiek śmierć, poprzez stal, nazwać właściwą?


Płynie kolejna strużka krwi, rękojeść się trzęsie od zaciskającej ręki. Sama klinga zaczyna się modlić o przeżycie, nie wierząc w to, że dół jest aż tak wielki. Światło nadziei zawsze się gdzieś pali, ale nie każdy zdoła je odkryć zanim zada cios. Później sam żałuje w słonych łzach i patrzy jak bezsilne ręce ześlizgują się, opadając na sam dół. „Jeszcze wszystko będzie dobrze… Bo po nocy przychodzi świt” szepcze serce ostatnim uderzeniem i gaśnie, jak wszystko wokół. Pojawiają się ciemności, a co za nimi? Tego nikt nie wie. Wiadomo jednak co zostaje. Niedokończone życie, niespełnione marzenia, bezpańskie uczucia i szloch najbliższych.


 


Ludzka istoto tonąca w rozpaczy, czy to na pewno jest tego warte?


Co by było gdyby 2017-11-01

Co by było gdyby Ciebie śmierci nie było?


Kim byśmy się stali?


Maszynom podobni nie potrzebowalibyśmy miłości, przyjaźni


Na co komu samorozwój, gdy klepsydra czasu nie odlicza


Gdy dni płyną nieprzerwanie, ciało się nie starzeje


Można poświęcić się rozrywkom, przyjemność, po co wiedza, po co wysiłek


Czym jest poświęcenie życia dla kogoś?


Skoro życie wartość by straciło – wieczne jest nic nie warte.


Bez ciebie śmierci, życie traci swój blask


Przestaje być kometą rozświetlającą świat.


Szkice dnia codziennego część 4 2017-10-29

„I’ am”


 


Jestem każdym słowem, które do mnie wypowiedziano. Pochwałą, przekleństwem, przywitaniem, obelgą, pożegnaniem.


 


Jestem każdym gestem, który mi podarowano. Dobrym, złym, nijakim…… Od pocałunku po krwiaki i złamane kości.


 


Jestem wszystkimi uczuciami jakie we mnie wpajano. Szacunkiem, strachem, miłością i nienawiścią oraz mnóstwem innych emocji. Jeden wielki chaos, oto ja, ból w prawej ręce, radość w lewej. A w środku? Jedna wielka, poplątana droga, nie wiadomo, w którą stronę iść. Drogowskazy rozpadły się w pył…… Zdarza się.


 


Jestem jak kawałek gliny, formowany przez niezliczoną parę rąk. Tu się coś doda, tam utnie, przecież jakiś kawałek zawsze zostanie.  Nie ma się co przejmować.


 


Jestem każdym spojrzeniem, i dotknięciem jakie kiedykolwiek napotkałam na swej drodze.  Kawałek po kawałku, zlepek wszystkiego. Skrzynia zamknięta na kłódkę, do której wciąż upycha się kolejne fragmenty mnie.


 


W moich żyłach płynie muzyka, a w głowie cudze myśli, pragnienia, marzenia i obietnice. Szukam możliwości ich spełnienia, może po drodze, w jakimś kącie znajdę też swoje. 


A jak nie, to trudno. Kiedyś się po prostu otworzę i rozsypie


na miliony słów, uczuć i nie tylko. Jeśli wtedy coś zostanie nienaruszonego, to może w końcu będę to ja i tylko ja.


Szkice dnia codziennego część 3 2017-10-13

"W poszukiwaniu deszczu"


 


         Szukam deszczu, co oczyści moją duszę. Tak ciężka już jest.


Aż dziw mnie bierze, iż wciąż mogę pływać. Niewidzialne kamienie ugniatają mnie gdzieś w środku. Sumienie milczy umywając od tego swoje ręce. Jak okręt trafiony torpedą w samą maszynownie, idę na dno, chodź wcale nie tonę.


         Szukam deszczu, co oczyści moją duszę. Zmyje z niej całą rozpacz, smutek… i rozczarowanie… ludźmi i swoją własną osobą. Swym teatrem, maską zmienianą codziennie jak ubranie. Grą na pokaz, nawet gdy scena świeci pustkami.


         Szukam deszczu, co odkryje moją twarz. Zmyje z niej cały niewidzialny makijaż, ujawniając prawdziwe rysy, może nawet szczere łzy jeśli jakieś jeszcze są. Najwyżej zostanie nic, pusta plama zamiast twarzy.


         Szukam deszczu, co oczyści moją duszę z ciężkich plam, które nic nie ważą. Z kurzu jaki oplata moją powłokę, chodź wciąż się poruszam.


         Szukam deszczu, co oczyści mnie z samej swej osoby…..i zostawi jako tlący się płomień pasji. Świecący pomimo burz na horyzoncie.


 


 


„Kiminsignificantribute”


 


Dla Ciebie walczę, zostawiając ostatnią krople krwi na białym płatku życia.


Dla Ciebie umieram, by Twoje marzenia stały się prawdą.


Dla Ciebie się poświęcam, gdyż Ty mi jesteś jedyną gwiazdą, celem, sensem istnienia.


 


Moje ciało osłoni Cię, jak tarcza. Nie przepuszczę nawet samej śmierci.


Z siebie ofiarę złoże abyś mógł wiecznie żyć, a ja w Tobie.


Oddam Ci wszystko, ponieważ Ty mi wszystko dałeś.


Ciepło drugiego człowieka,


pierwszy uśmiech słońca


i łzy księżyca.


 


Dla Ciebie nie poddam się.


Dla Ciebie zwalczę zło tego świata.


Dla Ciebie umieram, by na zawsze pozostać w Tobie.


 


Gdziekolwiek będziesz, mój duch będzie trwać obok Ciebie.


Ramie w ramie, razem przez życie przejdziemy.


Serce twe moim domem, pamięć życiem wiecznym.


Oddam Ci wszystko, ponieważ Ty mi wszystko dałeś.


Oczy pełne akceptacji,


słowa zrozumienia


i siłę wiary.


 


Teraz dla Ciebie umieram. Ostatnim oddechem wołając:


„Wybacz mi, jeśli Cię w czymś zawiodłem!”


 


 


Gdzie takich ludzi teraz szukać?


Znajdują nas sami, chociaż ich nie dostrzegamy.


Małe perełki tonące we mgle codzienności.


Wielcy ludzie w małym świecie.


Szkice dnia codziennego część 2 2017-09-22

„Po twoim trupie”


 


       Czerwona kropla lśni w półcieniu. Z gracją spływa po stali, pozostawiając małe ślady swej egzystencji. Na chwilę zawiesza się


na czubku ostrza ukazując w pełni swe okrągłości. Potem spada w dół, w zwolnionym tempie – specjalnie dla mnie.


Kap, kap… kolejna kropla poszerzyła kałuże krwi, jej zapach unosi się w powietrzu.  Kap, kap... a więc tak ucieka życie z ludzkiego ciała. Powoli:


 


Kap….. z tą kroplą odebrano Ci marzenia


Kap….. z tą bliskich i przyjaciół


Kap….. wszystko, co masz


Kap….. wszystko, co mogłeś mieć


Kap….. oddech, bicie serca, życie.


 


Kap…..  to już zwykła kropla krwi wypływająca z martwego ciała. Patrzę w Twą zastygniętą twarz i myślę, ile ludzi mogłeś jeszcze uratować, choćby przez dobre słowo? Ile łez po tobie się poleje?


Ilu ludzi nigdy nie podniesie się z rozpaczy, tylko dla tego, że ktoś


za wszelką cenę chciał mieć twój portfel, komórkę, a może po prostu karierę.


       Jest półcień, klęczę nad twym ciałem i boję się iść dalej tym korytarzem, zwanym życiem. Wiem, że znajdę tu więcej ciał,


a na nich ślady ludzi, którzy przeszli po trupach do swego celu. Przecież jest miejsca tu dla nas wszystkich, więc czemu krew


jest tu podłogą?


       W kącie leżą niemi świadkowie. Naostrzone noże przecinające linie życia prawdziwą stalą. Najbardziej mnie jednak niepokoi


to ostrze, leżące u twych stóp, zbudowane z samych słów. 


 


„Mrok duszy świata”


 


    Słyszę jęki tego świata wołające o sprawiedliwość. Wycie ludzkich, nieszczęśliwych serc pragnących miłości, i grama romantyczności


w swym szarym życiu. Marzenia uwięzione w baśniach.


Pokaż mi chociaż jednego szczęśliwego człowieka, co nie splamił swego oblicza łzami…. Świat w nich tonie. Słona powódź zmywa, kiedyś jasne, uśmiechy. Wykrzywia usta w nienaturalnym bólu.


Wargi drżą, oczy robią się szkliste.


Nie, nie drogie dziecko, nie wolno Ci płakać publicznie. Przecież wszyscy muszą widzieć, żeś szczęśliwym człekiem. Nawet gdy Twoja dusza wyje jak zranione zwierzę, serce rozpadło się na miliony kawałków. Wystarczy wziąć miotłę, szufelkę i pozamiatać


to wszystko, prosto do kosza.


     Zastygła maska uśmiechu, pusta skorupa idzie ulicami miasta. Pozdrawia martwymi oczami otchłań idącą znad przeciwka, na dwóch nogach.


     Widzę cierpienie tego świata, czuje jego namacalne kształty. Mogę je wręcz dotknąć w zastygłym powietrzu.


Pokaż mi chociaż jednego człowieka, którego ręce nie będą pokryte krwią czyjś marzeń. Zbudować drugą osobę w pięć sekund z swych drwin i głosić je. Kąpiel w łzach, otchłań pustki zwanej oczami,


z których wyssano nadzieje.


Tak, tak moje dziecko, to dobrze robi na cerę. Jak dobrze idzie się po plecach innych ludzi. Cenne buty nie brudzą się od pyłu. Od tego


jest twarz bezimiennego.


     Mówią, że nadzieja umiera ostatnia, ale robi to tak powoli i boleśnie, że po niej nie zostaje nic. Tylko cisza.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]